Chwila refleksji

Ten wpis chciałem opublikować wczoraj wieczorem, ale po całodziennym dniu spędzonym w drodze najpierw z Piotrkowa Tryb. do Warszawy /w wielokilometrowych korkach/, potem między kościołem na Mokotowie a Cmentarzem na Bródnie/ i wieczorem droga powrotna, nie miałem sił by napisać i zamieścić artykuł na stronie. A jest on bardzo ważny dla mnie i dla każdego kto go czyta.
Rodzi się człowiek, dorasta, rodzice dbają o niego, utrzymują, posyłają do szkół. Potem ślub, dzieci i szczęśliwe życia. Ale czy zawsze tak jest? Niestety, nie dla każdego. Nie doświadczył tego mój szwagier, którego zbyt krótkie /46 lat/ życie przeciął kierowca, na przejściu dla pieszych. Nie chcę tutaj pisać o wylanych łzach rodziny, jego żony a przed wszystkim syna, który tak bardzo potrzebował ojca w momencie osiągania swojej dorosłości, w okresie dojrzewania.Szczęśliwego życia nie doświadczyło wiele tysięcy osób, które straciły życie w wypadkach albo przedwcześnie zmarły na choroby cywilizacyjne / zawały, wylewy, nowotwory/.

Ale chcę pisać o innej jednej z naważniejszych spraw naszego życia. Chcę pisać o świadomości, jaką każdy z nas żyjących na ziemi powinien posiadać i zawsze mieć odpowiedź na najważniejsze pytanie:

“Z czym bym zostawił swoja rodzinę, gdyby mi dzisiaj czy jutro przyszło opuścić ten świat”. Czy byłyby to niepospłacane kredyty o których nie wiedziała żona, córka; czy byłyby to inne zobowiązania skazujące ich na długoletnie obciążenia ich dochodów.

A może umierałbym ze świadomością spełnienia, że swoje ziemske sprawy pozostawiam uporządkowane, że swoich bliskich zostawiam tu na ziemi bez moich długów, ale za to ze środkami zapewniającymi im dalsze godziwe życie.

Przed oczyma staja mi moi klienci. “Niech mi Pan załatwi kredyt, do którego nie potrzeba podpisu żony”, “ja nie chce kredytu z ubezpieczeniem, bo nie zamierzam umierać”, nie skorzystam z możliwości zarobienia dodatkowych pieniędzy, bo moje 600 zł renty mi w zupełności wystarczy.

Przed oczyma staje mi zrozpaczony mąż, który przychodzi do mnie ze łzami w oczach i pyta co ma zrobić, bo jego żona zaciągnęła około 6 kredytów w różnych bankach, a wysokość rat znacznie przewyższyła jej miesięczne dochody. Zobowiązania ponad 20 tys. zł a dochody żony około 500 zł. To wszystko ją przerosło, znalazła się w szpitalu psychiatrycznym. Po co były jej te pieniądze?. Dlaczego ponosiła wydatki nie konsultujac ich z mężem?

Ignorancja?, brak zaufania do partnera życioweg?, nadzieja na przeżycie wszystkich domowników?, wiara w nieśmiertelność?. A może  zbyt duża pewność we własne możliwości, brak logicznego myślenia i trzeźwego spojrzenia w przyszłość.

W tym miejscu zakończę swoje rozważania.

Pora byś to Ty dopełnił swoją treścią – dalszy ciąg tego artykułu. Byś to Ty napisał dalszy scenariusz swojego życia.

Stanisław Bińkiewicz

Dodaj komentarz

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.